ZAUFANIE • WIARA • CODZIENNOŚĆ
Jak zaufać Bogu? O oddaniu steru, kiedy nie wiesz, co będzie dalej
Są momenty, w których bardzo chcielibyśmy wiedzieć, co wydarzy się dalej. Czy podjęta decyzja okaże się dobra. Czy coś się uda. Czy nie popełnimy błędu. Czy droga, którą wybraliśmy, naprawdę prowadzi tam, gdzie chcemy dojść.
Nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć i kontrolować, ale nadal możemy zdecydować, jaki będzie nasz następny krok.

Zaufanie Bogu nie oznacza, że przestajesz działać
Czasami zaufanie może być rozumiane tak: „Skoro ufam Bogu, to po prostu poczekam i zobaczę, co się wydarzy”. My patrzymy na to inaczej.
Możesz ufać Bogu i jednocześnie działać. Możesz planować, podejmować decyzje, uczyć się nowych rzeczy, zmieniać kierunek i poprawiać to, co wcześniej zrobiłeś źle.
Zaufanie nie odbiera człowiekowi odpowiedzialności. Być może właśnie odwrotnie. Pozwala ją przyjąć bez przekonania, że zanim zrobimy pierwszy krok, musimy mieć kontrolę nad całą drogą.
Nie musisz wiedzieć, jak skończy się cała podróż. Musisz zdecydować, co robisz teraz.
Dlaczego tak trudno zaufać, kiedy nie znamy przyszłości?
Lubimy mieć pewność. Plan daje poczucie bezpieczeństwa. Chcemy wiedzieć, że jeśli wykonamy A, wydarzy się B. Tyle że życie rzadko działa aż tak precyzyjnie.
Możemy przygotować się najlepiej, jak potrafimy, a mimo to pojawi się coś, czego nie przewidzieliśmy. Ktoś zmieni zdanie. Plan nie wypali. Pojawi się nowa możliwość. Popełnimy błąd. Albo wydarzy się coś, na co po prostu nie mieliśmy wpływu.
I właśnie wtedy szczególnie łatwo pomylić odpowiedzialność z potrzebą pełnej kontroli. Możemy zrobić wszystko, co jest po naszej stronie, a nadal nie wiedzieć, jaki będzie ostateczny rezultat.
Nie wiem wszystkiego. Nie kontroluję wszystkiego. Ale mogę zrobić dobrze to, co jest po mojej stronie.

Co właściwie oznacza zaufać Bogu?
Nie chcemy udawać, że istnieje jedna prosta odpowiedź dla każdego człowieka. Dla nas zaufanie Bogu jest przede wszystkim zgodą na to, że nie musimy znać całej odpowiedzi od razu.
Możemy zrobić krok. Obserwować. Uczyć się. Jeżeli zauważymy, że obraliśmy niewłaściwy kierunek — zmienić go. I iść dalej.
Trochę jak dziecko, które uczy się chodzić. Wstaje, przewraca się, próbuje ponownie i z czasem uczy się utrzymywać równowagę. Nikt nie uznaje pierwszego upadku za dowód, że chodzenie nie jest dla niego.
Zaufanie nie musi więc oznaczać pewności. Może oznaczać gotowość do pójścia dalej mimo braku pełnej pewności.
Co jest po Twojej stronie, a czego nie jesteś w stanie kontrolować?
TO JEST PO TWOJEJ STRONIE
- Możesz zdecydować, jak potraktujesz drugiego człowieka.
- Możesz przeprosić, wykonać telefon i spróbować jeszcze raz.
- Możesz się czegoś nauczyć, zmienić zachowanie i zrobić pierwszy krok.
TEGO NIE KONTROLUJESZ
- Reakcji wszystkich innych ludzi.
- Przyszłości i wszystkich konsekwencji.
- Gwarancji, że nigdy nie popełnisz błędu.
Zrób najlepiej to, co należy do Ciebie. Nie próbuj jednocześnie sterować wszystkim, co do Ciebie nie należy.
Jak uczyć się zaufania Bogu w codzienności?
Nie musi zaczynać się od wielkich życiowych decyzji. Czasami zaczyna się bardzo zwyczajnie.
Od wykonania jednego telefonu zamiast układania w głowie kilkunastu możliwych scenariuszy rozmowy. Od podjęcia decyzji zgodnej z tym, co uważasz za dobre, mimo że nie masz gwarancji rezultatu.
Albo od zaakceptowania faktu, że zrobiłeś coś źle — i zamiast przez kolejne tygodnie wracać do tego samego błędu, próbujesz następnym razem zachować się inaczej.
01 ZAUWAŻ
Zatrzymaj się i nazwij to, co właśnie się dzieje. Czego się boisz? Co próbujesz kontrolować?
02 ZROZUM
Oddziel to, na co naprawdę masz wpływ, od tego, czego nie jesteś w stanie przewidzieć ani kontrolować.
03 ZRÓB NASTĘPNY KROK
Nie idealny. Nie ostateczny. Po prostu następny dobry krok, który możesz zrobić teraz.
Właśnie tak patrzymy również na rozwój człowieka. Nie jak na moment, w którym nagle stajemy się perfekcyjni. Raczej jak na prosty proces:
zauważam → rozumiem → następnym razem próbuję inaczej.
Z zaufaniem może być podobnie. Nie podejmujesz jednej decyzji: „od dzisiaj już zawsze będę ufać”. Uczysz się tego po trochu.
Właśnie dlatego w naszych projektach pokazujemy Jezusa takiego bliskiego codzienności, a nie odległego i niedostępnego.
Podobnie patrzymy na wiarę w siebie — nie jako przekonanie, że trzeba być idealnym i zawsze sobie radzić, ale jako gotowość do rozwoju, próbowania i wstawania po błędach. Szerzej piszemy o tym w tekście „Czy wiara w siebie oznacza brak wiary w Boga?”.
Nie musisz znać całej drogi, żeby zrobić następny krok
Czasami chcielibyśmy zobaczyć całą trasę. Najlepiej z dokładną mapą. Bez niespodzianek. Bez błędnych skrętów. Bez burzy.
Tyle że gdybyśmy znali wszystko z góry, zaufanie właściwie nie byłoby potrzebne. Może więc nie chodzi o to, żeby zawsze wiedzieć, dokąd dokładnie doprowadzi nas każda decyzja.
Jaki jest następny dobry krok, który mogę zrobić teraz?
Nie za rok. Nie za pięć lat. Dzisiaj. A później kolejny.
SKĄD WZIĄŁ SIĘ TEN PROJEKT?
Dlaczego pokazaliśmy Jezusa przy sterze?
Właśnie z tej myśli powstał jeden z naszych projektów — Jezus – Kapitan Twojego Statku. Nie chcieliśmy pokazać człowieka, który przestaje mieć wpływ na własne życie.
Nie chodziło nam o komunikat: „Oddaj wszystko i już nic nie rób”. Bardziej o moment, w którym dociera do Ciebie, że nie musisz samotnie próbować kontrolować całego oceanu.
Możesz pracować. Podejmować decyzje. Zmieniać kurs. Popełniać błędy i wyciągać z nich wnioski. Ale nie musisz jednocześnie udawać przed sobą, że jesteś w stanie przewidzieć każdą falę.
Dlatego Jezus stoi w tym projekcie przy sterze. Nie jako ktoś, kto odbiera Ci Twoją drogę. Raczej jako przypomnienie, że nie płyniesz przez nią sam.

Zaufanie nie oznacza, że wszystko będzie łatwe
To dla nas ważne. Nie chcemy mówić: „Zaufaj Bogu, a wszystko się ułoży”. Życie nie daje takich gwarancji.
Zaufanie Bogu nie oznacza, że każda decyzja będzie trafiona. Nie sprawia, że trudne momenty znikną. Nie daje natychmiastowej odpowiedzi na każde pytanie. Może jednak zmienić sposób, w jaki przechodzimy przez momenty, kiedy odpowiedzi jeszcze nie mamy.
Zamiast myśleć: „Muszę wiedzieć, jak skończy się cała historia”, możemy powiedzieć:
Nie wiem jeszcze, jak się skończy. Ale wiem, jaki krok chcę zrobić teraz.
I czasami właśnie tyle potrzeba, żeby ruszyć.
